Anioł przychodzi do Maryi z propozycją, która przewróci jej życie do góry nogami, a ona odpowiada pytaniem praktycznym, nie sprzeciwem: „Jakże się to stanie?". Dopiero po wyjaśnieniu pada zgoda: „Niech mi się stanie według słowa twego". Warto zauważyć, że to zgoda dana bez znajomości dalszego ciągu historii.
Zamiast zamknąć się w sobie z nowiną, która zmienia wszystko, Maryja rusza w drogę, żeby pomóc starszej krewnej. Elżbieta wita ją słowami, które później weszły do modlitwy Pozdrowienia Anielskiego. To spotkanie dwóch kobiet, obu w nieoczywistej, niespodziewanej ciąży, jest w gruncie rzeczy sceną wzajemnego wsparcia.
Król świata rodzi się z dala od domu, bo akurat nie było dla nich miejsca w gospodzie. Pierwszymi gośćmi są pasterze, ludzie na marginesie ówczesnego społeczeństwa, nie dostojnicy. Ten kontrast między wielkością wydarzenia a skromnością okoliczności powtarza się później w całym życiu Jezusa.
Józef i Maryja przynoszą do świątyni ofiarę przewidzianą dla ubogich, dwie synogarlice zamiast baranka. Symeon, który czekał na ten moment całe życie, bierze dziecko na ręce i mówi, że teraz może odejść w pokoju. Anna, prorokini, po prostu zaczyna mówić o dziecku wszystkim, którzy oczekiwali odkupienia.
Dwunastoletni Jezus zostaje w Jerozolimie bez wiedzy rodziców, którzy szukają go trzy dni. Znajdują go w świątyni, słuchającego i zadającego pytania nauczycielom. Na wyrzut Maryi odpowiada pytaniem, które chyba samej Maryi nie było łatwo od razu zrozumieć: „Czy nie wiedzieliście, że w tym, co jest Ojca mego, ja być muszę?".