Trzeciego dnia grób jest pusty. Kobiety, które przyszły namaścić ciało, zastają odsunięty kamień i anioła z pytaniem: „Czemu szukacie żyjącego wśród umarłych?". Cały ciężar Ewangelii opiera się na tym jednym poranku. Bez niego reszta byłaby tylko opowieścią o dobrym człowieku, który źle skończył.
Po czterdziestu dniach, w czasie których ukazywał się uczniom, Jezus zostaje wzięty do nieba na ich oczach. Nie znika po cichu. Zostawia im też konkretne zadanie: iść i czynić uczniami wszystkie narody. Odejście, które jednocześnie jest początkiem czegoś nowego dla tych, którzy zostają.
Uczniowie, zamknięci w wieczerniku, nagle słyszą szum jakby gwałtownego wichru, a nad każdym z nich pojawiają się języki jakby ognia. Ludzie, którzy jeszcze niedawno bali się o siebie, wychodzą na ulicę i zaczynają głosić bez lęku. Coś w nich zmienia się nieodwracalnie tego dnia.
Tradycja Kościoła katolickiego uczy, że Maryja z duszą i ciałem została wzięta do nieba, bez doświadczenia rozkładu grobu. To nie jest wydarzenie opisane wprost w Piśmie, tylko wniosek płynący z wiary w jej wyjątkową rolę i czystość. Dla wielu wiernych to obraz nadziei na to, co czeka każdego, kto trwa wiernie do końca.
Ostatnia tajemnica różańca zamyka historię, która zaczęła się od prostej zgody nastoletniej dziewczyny z Nazaretu na słowa anioła. Ta sama Maryja, jako Królowa, pozostaje w tradycji katolickiej kimś, kto wstawia się za ludźmi, nie kimś, komu oddaje się cześć należną samemu Bogu.