Historia krótka, niemal skondensowana: przynoszą do Jezusa niemego, opętanego przez demona. „A gdy demon został wygnany, przemówił niemy." Sam fakt, że ktoś od dawna niemy nagle zaczyna mówić, musiał robić ogromne wrażenie na świadkach.
Reakcja tłumu jest entuzjastyczna: „Nigdy nic podobnego nie widziano w Izraelu." To jedno z tych zdań w Ewangelii Mateusza, które podkreślają wyjątkowość tego, co się dzieje, nie tylko jako pojedynczy cud, ale jako coś bezprecedensowego w całej historii narodu.
Faryzeusze jednak interpretują to samo wydarzenie zupełnie inaczej: „Przez księcia demonów wygania demony." Ten sam fakt, ta sama uzdrowiona osoba, a dwie kompletnie sprzeczne reakcje. Tłum widzi coś dobrego, niezwykłego, godnego podziwu. Faryzeusze widzą zagrożenie, coś, co trzeba zdyskredytować, żeby nie stracić własnego autorytetu.
To krótkie zdanie faryzeuszy zapowiada konflikt, który będzie się nasilał przez resztę Ewangelii. Ci sami ludzie, którzy powinni z racji swojej pozycji religijnej pierwsi rozpoznać działanie Boga, wybierają zamiast tego najgorszą możliwą interpretację. Czasem to nie brak dowodów stoi na przeszkodzie wierze, tylko wcześniejsze założenia, które nie chcą ustąpić nawet wobec oczywistości.