Po uzdrowieniu sługi setnika Jezus wchodzi do domu Piotra i zastaje jego teściową leżącą w gorączce. Scena jest prosta, niemal domowa, w kontraście do publicznego spektaklu z setnikiem. „Dotknął się jej ręki i opuściła ją gorączka. I wstała, i usługiwała mu." Jeden gest, jedno zdanie, i uzdrowienie jest natychmiastowe i kompletne, na tyle, że kobieta od razu wraca do codziennych obowiązków.
To małe zdanie o usługiwaniu jest łatwe do przeoczenia, ale mówi coś istotnego. Uzdrowienie nie jest tu celem samym w sobie, oderwanym od reszty życia. Prowadzi z powrotem do zwyczajnej aktywności, do gościnności, do bycia częścią wspólnoty domowej.
Wieczorem, kiedy szabat się kończył i można było znów nosić chorych, „przywiedziono do niego wielu opętanych, a on wypędził duchy słowem i uzdrowił wszystkich chorych." Skala tego wydarzenia jest inna niż wcześniejsze, pojedyncze uzdrowienia. To już nie jeden trędowaty czy jeden sługa, tylko tłum ludzi przynoszących swoich chorych, jak tylko nadarzyła się okazja.
Mateusz kończy ten fragment cytatem z Izajasza: „On sam wziął na siebie słabości nasze i choroby nasze nosił." W oryginalnym kontekście proroctwa Izajasza (rozdział 53) to zdanie odnosi się do cierpiącego sługi, który niesie grzechy i cierpienia innych, w tekście, który chrześcijanie później odczytają jako zapowiedź krzyża. Mateusz stosuje je tutaj do fizycznych uzdrowień, sugerując, że troska Jezusa o ciało jest częścią tego samego, szerszego dzieła niesienia ludzkiego cierpienia.