Jest coś niepozornego w tym, jak Mateusz opisuje początek publicznej działalności Jezusa. Nie ma fanfar. Jest jedno zdanie o aresztowaniu Jana Chrzciciela, i zaraz potem informacja, że Jezus „odszedł do Galilei". Wygląda to niemal jak wycofanie się, nie jak triumfalny start.
A jednak Mateusz od razu tłumaczy to jako wypełnienie proroctwa Izajasza o „Galilei pogan", krainie na uboczu, traktowanej przez religijną elitę Jerozolimy z pewną wyższością. To nie przypadek, że Bóg zaczyna właśnie tam, a nie w centrum religijnej władzy. Wzorzec, który powtórzy się jeszcze wiele razy w Ewangeliach: to, co ważne, dzieje się na peryferiach, nie w centrum.
Kafarnaum, miasto nad jeziorem, staje się bazą Jezusa na dłuższy czas. To praktyczny wybór, port rybacki przy ważnym szlaku handlowym, miejsce, gdzie przewijało się wielu ludzi. Nie pustelnia, tylko punkt strategiczny do głoszenia.
Samo przesłanie jest w tym momencie zaskakująco krótkie: „Upamiętajcie się, albowiem przybliżyło się Królestwo Niebios." Dokładnie te same słowa, które wcześniej głosił Jan Chrzciciel. Jezus nie zaczyna od nowego programu, tylko kontynuuje wezwanie, które już wybrzmiało. Zmiana myślenia, upamiętanie, jest punktem wyjścia, nie dodatkiem na później.
Łatwo przeoczyć, jak wiele dzieje się w tych kilku wersetach: aresztowanie poprzednika, przeprowadzka, wypełnienie starego proroctwa i pierwsze słowa publicznego nauczania, wszystko stłoczone w pięciu zdaniach. Reszta Ewangelii Mateusza będzie rozwijać to, co tutaj zapowiedziane jest w skrócie.