Ten sam wzorzec, co przy jałmużnie, powtarza się teraz przy modlitwie. „A gdy się modlisz, nie bądź jako obłudnicy, gdyż oni radzi się modlą, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby ich ludzie widzieli." Modlitwa, tak jak dawanie, może stać się przedstawieniem, jeśli głównym motywem jest to, kto akurat patrzy.
Rada Jezusa jest równie konkretna: „Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu." Nie każda modlitwa musi odbywać się w zamkniętym pokoju, to nie zakaz modlitwy publicznej w ogóle, skoro sam Jezus modlił się czasem na oczach innych. Chodzi raczej o to, żeby mieć w życiu przestrzeń, w której modlitwa nie jest dla nikogo poza Bogiem, żeby nawyk modlitwy nie zależał od obecności widowni.
Druga część tego fragmentu dotyczy czegoś innego: nie formy, tylko treści. „A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani." Wielość słów nie jest tu potępiona sama w sobie, potępione jest przekonanie, że ilość słów działa jak zaklęcie, że im dłużej się mówi, tym większa szansa na wysłuchanie.
Uzasadnienie, jakie podaje Jezus, jest rozbrajająco proste: „Wie bowiem Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie." Jeśli Bóg już wie, o co poprosisz, zanim to zrobisz, modlitwa przestaje być sposobem na poinformowanie Go o czymkolwiek. Staje się czymś innym, wyrazem zaufania, nie transakcją słów wymienianą na odpowiedź.