Mędrcy, nie królowie. To rozróżnienie umyka w kolędach, gdzie od wieków śpiewa się o trzech królach, ale Mateusz pisze o „magach ze Wschodu", najprawdopodobniej uczonych, astrologach z Persji albo Babilonu, ludziach, którzy zawodowo obserwowali niebo w poszukiwaniu znaków. Nie wiadomo, ilu ich było. Liczba trzy wzięła się prawdopodobnie z liczby darów, nie z samego tekstu.
Ciekawe, że to poganie, ludzie spoza Izraela, pierwsi rozpoznają w gwieździe znak narodzin króla żydowskiego, podczas gdy w samej Jerozolimie nikt nic nie zauważa, dopóki mędrcy nie przyjadą i nie zapytają wprost. Herod, kiedy to słyszy, „zatrwożył się, i cała Jerozolima z nim". Dziwne zdanie, jeśli się nad nim zastanowić. Dlaczego miasto miałoby się bać narodzin dziecka? Chyba dlatego, że dobrze znało Heroda i wiedziało, jak reaguje na jakiekolwiek zagrożenie dla władzy.
Uczeni w Piśmie bez trudu wskazują miejsce, Betlejem, cytując proroctwo Micheasza. Znają teologię na pamięć, potrafią odpowiedzieć na pytanie Heroda w mgnieniu oka. A jednak nikt z nich nie rusza się z Jerozolimy, żeby pójść i sprawdzić. Mędrcy ze Wschodu, którzy nie znają Pisma tak dobrze, w końcu docierają do celu, bo są gotowi wyruszyć w drogę. Sama znajomość proroctwa, bez działania, nie doprowadziła nikogo do Betlejem.
Kiedy w końcu docierają do domu, nie do stajni, w tym momencie Jezus ma już prawdopodobnie kilka miesięcy albo nawet do dwóch lat, stąd późniejszy rozkaz Heroda dotyczący dzieci do lat dwóch, składają dary: złoto, kadzidło i mirrę. Tradycyjnie tłumaczy się je symbolicznie: złoto jako dla króla, kadzidło jako dla kapłana czy bóstwa, mirra jako zapowiedź śmierci, bo używano jej do balsamowania. Mateusz sam tego nie wyjaśnia, ale trudno nie zauważyć, że wszystkie trzy tematy, królowanie, kapłaństwo i śmierć, będą się przewijać przez resztę Ewangelii.
Historia kończy się ostrzeżeniem we śnie. Mędrcy nie wracają do Heroda, tylko inną drogą jadą do swojej krainy. Prosty szczegół, a jednak ratuje sytuację, bo Herod, oszukany, wpada w gniew i wydaje rozkaz zabicia dzieci w Betlejem. Ten fragment ma więc w sobie zarówno radość, jak i cień tego, co nadejdzie. Narodziny króla od samego początku budzą wrogość tych, którzy trzymają się władzy kurczowo.