Uczniowie Jana Chrzciciela przychodzą z pytaniem, które brzmi na pierwszy rzut oka jak zwykła ciekawość, ale kryje w sobie coś głębszego: „Czemu my i faryzeusze często pościmy, a uczniowie twoi nie poszczą?" Post był w tamtej kulturze religijnej oznaką pobożności, a brak postu mógł wyglądać na lekceważenie duchowej dyscypliny.
Jezus odpowiada obrazem z życia codziennego: „Czyż mogą goście weselni się smucić, dopóki oblubieniec jest z nimi?" Wesele było w tamtej kulturze wydarzeniem radosnym, trwającym nawet kilka dni, podczas którego smutek byłby czymś dziwacznym, niepasującym do okazji. Jezus porównuje siebie do oblubieńca, a swoich uczniów do gości weselnych. Dopóki on jest z nimi, żałobny post nie ma sensu.
Zaraz jednak dodaje coś, co zapowiada przyszłość: „Ale przyjdą dni, kiedy oblubieniec zostanie im zabrany, i wtedy pościć będą." To jedna z pierwszych, dość zawoalowanych zapowiedzi w Ewangelii Mateusza, że obecność Jezusa wśród uczniów nie potrwa wiecznie, że przyjdzie czas rozstania. Post nie jest tu odrzucony jako praktyka, tylko umieszczony we właściwym czasie: jest odpowiedni na żałobę, nie na wesele.
To krótkie zdanie pokazuje coś istotnego o tym, jak Jezus podchodzi do religijnych praktyk w ogóle. Nie chodzi o wykonywanie rytuałów niezależnie od okoliczności, tylko o dopasowanie formy do tego, co faktycznie się dzieje. Radość ma swój czas, żałoba ma swój czas, i mądrość polega na rozpoznaniu, w którym momencie się jest.