Dwie historie splecione w jedną: przełożony synagogi przychodzi z rozpaczliwą prośbą, „córka moja dopiero co skonała, ale przyjdź i połóż na nią rękę swoją, a będzie żyła", a w drodze do jego domu Jezusa dogania kobieta cierpiąca na krwotok od dwunastu lat. Obie historie łączy desperacja i wiara, choć wyrażona w zupełnie inny sposób.
Kobieta nie prosi wprost, nie zatrzymuje Jezusa, tylko podchodzi od tyłu, myśląc: „Bylebym się tylko dotknęła szaty jego, będę uzdrowiona." Dwanaście lat krwotoku oznaczało w tamtej kulturze dwanaście lat rytualnej nieczystości, izolacji, niemożności normalnego uczestnictwa w życiu religijnym i społecznym. Jej dotyk, choć ukradkowy, jest aktem ogromnej odwagi, bo dotykanie kogoś w jej stanie mogło skończyć się publicznym oskarżeniem.
Jezus zatrzymuje się i mówi: „Ufaj, córko! Wiara twoja uzdrowiła cię." Nie karci jej za dotknięcie w ukryciu. Odwrotnie, publicznie potwierdza to, co się wydarzyło, i nazywa ją „córką", ciepłym, osobistym słowem wobec kogoś, kto przez lata żył na marginesie.
Kiedy Jezus dociera do domu przełożonego synagogi, zastaje już scenę żałoby, „fletnistów i tłum czyniący zgiełk". Jego zdanie: „Ustąpcie, bo dzieweczka nie umarła, ale śpi" spotyka się z otwartą kpiną, „śmiali się z niego". Nikt nie wierzy, że dziewczynka żyje, wszyscy widzieli, że umarła. A jednak Jezus bierze ją za rękę, i „wstała dzieweczka".
Obie historie, choć różne w skali, dziecko wskrzeszone z martwych i kobieta uzdrowiona z chronicznej choroby, łączy to samo przesłanie: wiara, nawet nieśmiała, ukradkowa, wyrażona w desperacji, nie zostaje pominięta.