Widząc tłumy wokół siebie, Jezus każe uczniom przeprawić się na drugi brzeg jeziora. W tym momencie podchodzi do niego uczony w Piśmie, deklarując z entuzjazmem: „Nauczycielu! Pójdę za tobą, dokądkolwiek pójdziesz." To brzmi jak deklaracja pełnego oddania, dokładnie taka, jakiej można by oczekiwać po Kazaniu na Górze.
Odpowiedź Jezusa jest zaskakująco chłodna, jak na kogoś, kto właśnie zyskał entuzjastycznego zwolennika: „Lisy mają nory, a ptaki niebieskie gniazda, ale Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił." Zamiast przyjąć deklarację z otwartymi ramionami, Jezus przedstawia realia tego, o co ten człowiek prosi. Podążanie za nim oznacza brak stabilności, brak stałego domu, brak zabezpieczeń, jakie mieli nawet dzikie zwierzęta.
Drugi przypadek dotyczy kogoś, kogo Mateusz nazywa „innym z uczniów", który prosi: „Panie, pozwól mi najpierw odejść i pogrzebać ojca mego." To prośba, która na pierwszy rzut oka wydaje się wręcz oczywista, w wielu kulturach pochówek rodzica to jeden z najważniejszych obowiązków dziecka. Odpowiedź Jezusa jest jednak jeszcze bardziej stanowcza: „Pójdź za mną, a umarłym pozwól grzebać umarłych swoich."
To zdanie bywa różnie interpretowane. Możliwe, że ojciec tego człowieka wcale jeszcze nie umarł, a prośba oznaczała w rzeczywistości „pozwól mi zostać w domu, aż ojciec umrze i odziedziczę majątek", co odwlekałoby pójście za Jezusem na czas nieokreślony. Tak czy inaczej, kontrast jest wyraźny: cokolwiek trzyma tego człowieka w miejscu, choćby najbardziej uzasadnione, ma ustąpić przed wezwaniem, które przyszło teraz.
Te dwa krótkie dialogi, umieszczone tuż przed przeprawą przez wzburzone jezioro, przypominają, że pójście za Jezusem nie jest deklaracją bez kosztów. Entuzjazm nie wystarczy, jeśli nie towarzyszy mu gotowość do rezygnacji z bezpieczeństwa i z tego, co wydaje się oczywistym obowiązkiem.