To jedno z tych zdań, które zna prawie każdy, nawet ktoś, kto w życiu nie otworzył Biblii. „Nie sądźcie" weszło do języka potocznego jako uprzejma prośba o tolerancję, coś w rodzaju „każdy ma prawo do swojego zdania". Wyrwane z kontekstu traci jednak swoje ostrze, a szkoda, bo w oryginale ma je sporo.
Jezus nie mówi tu, że nie wolno mieć zdania na niczyj temat. Parę wersetów dalej sam każe rozpoznawać ludzi po owocach, a to przecież też forma oceny. Chodzi o coś innego, o miarę, jaką się mierzy. „Jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą" nie jest poetycką metaforą. To dość surowe ostrzeżenie: osądzasz kogoś bezlitośnie, spodziewaj się, że prędzej czy później ktoś potraktuje cię dokładnie tak samo.
Obraz belki i źdźbła jest chyba najbardziej znanym fragmentem tego kazania i nie bez powodu. Widzimy źdźbło w oku brata, a nie zauważamy belki we własnym. Ktoś, kto usłyszał to pierwszy raz po aramejsku, pewnie się uśmiechnął, bo to celowo przerysowany, niemal komiczny obraz. Belka w oku to fizyczna niemożliwość i właśnie o to chodzi. Własna wada wydaje się niewidoczna, cudza rzuca się w oczy z odległości dziesięciu metrów.
Jest tu coś, co łatwo przeoczyć przy szybkim czytaniu. Jezus nie mówi „nie zajmuj się źdźbłem brata", tylko „usuń najpierw belkę ze swojego oka, a wtedy przejrzysz, aby usunąć źdźbło z oka brata swego". To nie jest zakaz pomagania innym w ich słabościach. To kwestia kolejności. Najpierw uczciwość wobec siebie, dopiero potem prawo głosu w sprawie kogoś innego.
Dalej pojawia się obraz drzewa i owocu, dobrze znany z innych miejsc Ewangelii. Dobre drzewo nie rodzi złego owocu i odwrotnie. To zdanie w gruncie rzeczy tłumaczy wcześniejszą myśl o belce: zanim zaczniemy oceniać czyjeś owoce, warto zapytać, jakim drzewem sami jesteśmy.
Na koniec tego fragmentu pada jedno z bardziej niewygodnych zdań w całej Ewangelii Łukasza: „Czemuż mnie wzywacie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię?" Łatwo wołać „Panie" w niedzielę i żyć zupełnie inaczej od poniedziałku do soboty. Jezus nie zostawia tu miejsca na taką wygodną rozbieżność między słowami a codziennością.
Trudno przeczytać ten fragment bez lekkiego dyskomfortu, bo uderza właściwie we wszystkich, niezależnie od tego, po której stronie osądzania akurat się jest akurat w danym tygodniu. Może dokładnie o to chodziło.